Nawrocki kocha pieski i zakłada buty Dudy
Dominowało poczucie narastającego zawodu i pojawiała się konkluzja, że pan prezydent okazuje się jednak zdecydowanie przedstawicielem głównego nurtu. Wskazałem, że w jego działaniach w zasadzie nieobecne są wątki wolnościowe w szerokim tego słowa znaczeniu – chyba że wynikają z bezpośrednich zobowiązań wyborczych (weto do ustawy o kryptoaktywach). Nie ma w działaniach głowy państwa niemal nic, co związane byłoby z gospodarką i jej liberalizacją poza rutynowymi spotkaniami z dużymi organizacjami gospodarczymi, które kończą się nic niewnoszącymi ogólnikami i truizmami. Wtedy jeden z moich znajomych powiedział bardzo celnie: „Czym innym jest nie znać się na czymś, a czym innym – nie interesować się czymś”.
Niestety, wszystko wskazuje na to, że w przypadku pana Karola Nawrockiego i wspomnianych dziedzin mamy do czynienia z nałożeniem się jednego czynnika na drugi: na gospodarce czy na zagadnieniach wolności oraz prywatności pan prezydent się nie tylko nie zna – co nie byłoby bardzo poważnym zarzutem – ale też kompletnie się nimi nie interesuje – co jest już zarzutem dużo większego kalibru. Pan Nawrocki wywodzi się ze środowiska, które tego typu sprawami się nigdy nie zajmowało, a jego droga zawodowa temu również nie sprzyjała. Otoczony jest zaś przede wszystkim aparatczykami PiS, które to PiS jest przecież partią etatyzmu i paternalizmu.